Macierewicz jako minister: katastrofa Polski

Tfu… tfu… – piszę i pluję za siebie. Zbyt mało zwraca się uwagi – za mało w mediach – na to, co zaszło na radzie politycznej PiS w sobotę. Posiedzenie był zamknięte, tylko przemówienie Jarosława Kaczyńskiego dostępne. A na resztę zaciągnięto kurtynę. Dlaczego? Aby spektakl PiS nie wbił się w wyobraźnię zbiorową, której zachowania nie są do przewidzenia.

Wiemy, że Antoni Macierewicz został wybrany prezesem PiS. Ale to tylko wiedza. Do publiczności przemawiają obrazki – taką mamy kulturę spektaklu. Tego nas pozbawiono: spektaklu z wiceprezesem PiS Macierewiczem.

A gdyby PiS miało zwyciężyć 10% przewagi w ostatnim sondażu Homo Homini nad Platformą (29% – 19%), a Kaczyński miał tworzyć rząd, wejdzie do niego minister Macierewicz.

Co wówczas będzie? Właśnie tego prologu do spektaklu nam nie zaserwowano. Wyobraźnia – owszem, ale obrazki to zupełnie inna para kaloszy. Macierewicz wyjdzie z dzisiejszych zakrystii, gdzie tokuje o zamachu Putina i Tuska, będzie o tym mówił na „jedynce” TVP, będą bezpośrednie transmisje z konferencji smoleńskich.

Macierewicz jako minister to katastrofa. Zdecydowanie większa niż ta pod Smoleńskiem, to katastrofa Polski. Tego wstępu, prologu, nie pozwolono nam oglądać w sobotę na radzie politycznej PiS. Zaciągnięto kurtynę, która zostanie podniesiona, gdyby PiS miał zwyciężyć.

Tfu… tfu…