Jarosław Kaczyński chciał zostać „ojcem narodu” i zakłócić ćwierćmilionowy marsz KOD. I jak to u prezesa, wyszło mu „taboretowo”. Nie sięga gabarytami intelektualnymi średniego poziomu intelektualnego, ale co popluł, to jego. Kaczyński ma nawet swego kieszonkowego Frankensteina, który połączył go z Facebookiem, Szefernakera. Zapyziałość Kaczyńskiego i jego marionetek, tj, miernonetek, jest klasy Zadupia, bo do tego…