Kaczyński cholera

W sprawie Ukrainy PiS szybko pozbawił nas złudzeń

Paweł Wroński, 02.12.2013
Jarosław Kaczyński i jego współpracownicy obok jednego z liderów opozycji Witalija Kliczki i jego żony NataliiJarosław Kaczyński i jego współpracownicy obok jednego z liderów opozycji Witalija Kliczki i jego żony Natalii (Fot. Sergei Grits (AP Photo/Sergei Grits))

Po dzisiejszych wypowiedziach polityków PiS trudno nie odnieść wrażenia, że Jarosławowi Kaczyńskiemu podczas wizyty w Kijowie nie chodziło o Ukrainę i Polskę, ale o dokopanie rządowi i migawkę w telewizji na wiecu obok Witalija Kliczki
Bywają takie chwile, że skonfliktowana rodzina w obliczu jakiegoś ważnego wydarzenia chce działać wspólnie. Zdarzyć się może, że w takiej przełomowej chwili na horyzoncie pojawi się dawno niewidziany wujaszek z czeredką siostrzeńców. Nikt go nie lubi, bo jest złośliwy jak cholera, kłótliwy, zakochany w sobie i nieustannie sfrustrowany, bo to on chciałby rodzinką rządzić.

Nagle jednak okazuje się, że ten wujaszek też chce dobra rodziny, choć uprzednio rzadko się mu to zdarzało. W rodzinie pojawiają się głosy: a może on nie taki zły, może chce dobrze?

Ale to tylko moment, bo zaraz następnego dnia siostrzeńcy zaczynają opowiadać, że rodzina to głupole, ludzie źli i leniwi i tylko wujaszek miał rację. Rodzinny nastrój pryska.

Troszkę tak jest z Jarosławem Kaczyńskim. W niedzielę zdecydował się wyjechać do Kijowa, mówił, że zbliżanie Ukrainy do Brukseli jest polską racją stanu. Wystąpił razem z politykami obozu rządowego, powtarzał na Majdanie mniej więcej to, co obecny prezydent Bronisław Komorowski i były Aleksander Kwaśniewski. Wydawało się przez moment, że chce wspólnie działać na rzecz racji stanu Polski, jaką jest zbliżenie Ukrainy do Europy.

Ostatnio, co prawda, nie było jakoś słychać znaczących deklaracji dotyczących Ukrainy. No, może poza postulatem przeniesienia ukraińskiej części Euro 2012 do Niemiec i uznania zbrodni ukraińskiej UPA w rocznicę rzezi wołyńskiej za ludobójstwo.

W niedzielę można jednak było odnieść wrażenie, że Jarosław Kaczyński przezwyciężył antyukraińskie uprzedzenia. Ba, nawet zaczął przyjaźnie się wypowiadać o Unii Europejskiej, którą przecież krytykuje w Polsce jako tę, która chce ograniczyć suwerenność.

Można było odnieść wrażenie, że w tak istotnym momencie chce przynajmniej werbalnie prowadzić politykę zbieżną z tą, którą od lat prowadzi rząd, a którą przed laty prowadził jego brat, prezydent Lech Kaczyński.

Kilku ludzi uznało, że jest to fakt godny odnotowania, że trzeba się wznieść ponad polityczne podziały i docenić lidera PiS. Decyzję Kaczyńskiego pochwalił Adam Michnik, premier Donald Tusk napisał ciepłe słowo na Twitterze. Michał Kamiński, który z PiS odszedł, uznał, że działanie Kaczyńskiego to jego „stara dobra partia”.

W fałszywym poczuciu jedności polskiej polityki wobec Ukrainy trwaliśmy kilkanaście godzin, aż do poniedziałku rano. Do mediów ławą ruszyli politycy PiS, których zadaniem jest niesienie dobrej nowiny o prezesie i kopanie rządu.

W Radiu TOK FM nowy rzecznik partii Andrzej Duda oceniał działania polskich władz na rzecz integracji Ukrainy jako „śmieszne”. Uznał, że Polska zrobiła niewiele, premier po raz ostatni był na Ukrainie dwa i pół roku temu, a jedynie wystąpienie prezesa w Kijowie było istotne, bo to pierwszy od sześciu lat mocny głos polskiej polityki.

W radiowej Jedynce po rządzie przejechał się Joachim Brudziński, twierdząc, że negocjacje z Ukrainą to porażka, „należy to powiedzieć z przykrością, prezydenta Bronisława Komorowskiego”. Równocześnie Jarosław Kaczyński odmówił udziału w obradach Rady Bezpieczeństwa Narodowego zwołanych przez prezydenta, na których mógłby się przynajmniej dowiedzieć, co Polska zamierza robić wobec Ukrainy.

Ktoś, kto miał wątpliwości co do intencji Kaczyńskiego, już ich chyba nie ma. Po wypowiedziach polityków PiS trudno nie odnieść wrażenia, że prezesowi partii podczas wizyty w Kijowie nie chodziło o Ukrainę i Polskę, ale o dokopanie rządowi i migawkę w telewizji na wiecu obok Witalija Kliczki.

Jak zwykle nastrój wspólnoty prysnął, pozostało troszeczkę smrodu.

Zobacz także

 

Wyborcza.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>