Lis, Wanat, Michalik

Tomasz Lis – Wskazuję winnych

Od kilkudziesięciu godzin słyszę kto odpowiada za burdy oraz akty wandalizmu w Święto Niepodległości. Jedni oskarżają drugich, wina lata po stolicy jak gorący kartofel. Podzielę więc ten gorący kartofel, może łatwiej ostygnie.

 

1. Głównymi winnymi są oczywiście sami bandyci. Chcieli rozróby, to ją zrobili. Nie udało im się spuścić wpier…. mieszkańcom squotu, to rzucili się na zagrażające niepodległości drzewka. Nie trafili na żadnego Rosjanina, którego dałoby się skopać, to wrzucili petardy na teren ambasady. Nie dorwali żadnego geja, to bohatersko spalili tęczę. No po prostu mali powstańcy. Dziwię się tylko, że jeszcze nie wzięli ich w obronę pani Kempa i pan Romaszewski.

2. Winę ponoszą organizatorzy marszu. Gwarantowali, że będzie spokojnie, ale oczywiście ich słowa były guzik warte, co chyba nie jest zaskoczeniem. Organizatorzy – pryszczaty naziol, cherubinek z „Tańca z gwiazdami” i były poseł PIS, przywołujący pewne skojarzenia swym uroczym wąsikiem, uznali marsz za sukces. Krótko mówiąc, niczego nie zrozumieli, co i nie dziwota. Tym większa jest ich odpowiedzialność.

3. Odpowiedzialność ponoszą politycy PIS – u z nieocenionym prezesem na czele oraz proPIS-owscy propagandyści. To prezes od lat daje do zrozumienia, że Polska właściwie nie jest niepodległa, że prezydent Rosji to według wszelkiego prawdopodobieństwa morderca polskiego prezydenta, że polski prezydent i polski premier to zdrajcy. To politycy PIS-u przez lata przekonywali, że kibole przechowują patriotyczne tradycje. Jak się tłuszczę błogosławi, a bandziorów nobilituje, to bandzior uznaje, że ma tytuł do agresji i chamstwa, że agresja i chamstwo przestają być agresją i chamstwem, ale są jakimiś przejawami patriotyzmu.

4. Odpowiedzialność ponosi szef MSW. Bagatelizował przed marszem niebezpieczeństwo, obiecywał, że będzie bezpiecznie. Jak było – widzieliśmy. Dziś opowiada, że jakby policja zachowywała się inaczej, to też by było źle. Może by było a może by nie było. Na pewno było łatwo było przewidzieć co się może stać, trudniej byłoby temu zapobiec, ale nic nie zrobiono, by zapobiec. Za to pieniądze dostaje właśnie szef MSW. Za zabezpieczenie w takiej sytuacji miasta, a nie za opowiadanie andronów, że bywało gorzej i mogło być gorzej.

5. Odpowiedzialność ponosi część mediów. Te, które od lat szczują przeciw Ruskim, Komoruskim, „zboczeńcom” i antyPolakom. A także te, które zorganizowały kilkudniowy festiwal medialny cherubinkowi z „Tańca z gwiazdami” i facetowi z wąsikiem. Niektórzy mają „przyjemność” zapraszać na rozmowę z cherubinkiem. Ja mam przyjemność cherubinka oraz faceta z wąsikiem nie zapraszać.

Wnioski.

1. Przeprosiny Rosji się należą. Nie mamy oporów, i słusznie, by piętnować dyktatorskie praktyki Putina, jego działania wymierzone w wolne media, w opozycję i w homoseksualistów. Ale gdy daliśmy ciała my, powinniśmy przeprosić i tyle.

2. Władza nie ma prawa bać się użycia siły. Władza nie ma prawa liczyć, że bandziory będą tym razem miłe. Bo nie będą.

3. Zakaz zakrywania twarzy jest oczywisty. Jakiś „wybitny” myśliciel stwierdził dziś w Tok FM, że zakaz jest bzdurny, bo przecież gdy się go wprowadzi, to także policjanci nie będą mogli nosić hełmów i kasków. Czegoś głupszego dawno nie słyszałem. Równie dobrze można powiedzieć, że ograniczenia prędkości są bez sensu, bo jak się je wprowadzi, to policja nie będzie mogła ścigać piratów drogowych. Rozumiem, że bandyci są w większości brzydcy, ale to za mało, by pozwolić im ukrywać twarze. Niech ich zobaczą! Zakładają kominiarki, to ich wyławiamy z tłumu albo od razu rozwiązujemy demonstracje. Proste. Albo to są ulice dla zwykłych ludzi albo dla bandytów.

4. Podpuszczacze, którzy szczują i prowokują, niech przestają udawać idiotów. Za każdym razem, gdy znowu nobilitują kiboli i szczują przeciw polskim władzom oraz Rosji trzeba im przypominać skutki tych działań, choćby te z 11 listopada.

5. Media nie powinny uznawać nazioli i protektorów bandytów za pełnowartościowych uczestników debaty publicznej. Nie podoba im się, jak mówią, republika, to do widzenia. Niech opowiadają swe głupoty w naziolskich pisemkach, a nie w ogólnopolskich stacjach
telewizyjnych.

Nie twierdzę, że wniosków nie powinno być więcej, dużo więcej. Na pewno lista jest dłuższa. Wniosków można jednak nie dostrzegać i je ignorować. Oczywiście tak. Tylko wtedy zamiast drzeć szaty od razu proponuję przygotować się na powtórkę za rok.

tomaszlis.natemat.pl

Ewa Wanat – Niszczenie czegokolwiek to wyraz zdziczenia, ale protesty pod ambasadami Rosji odbywają się wszędzie – i słusznie.

Podobno Prezydent Bronisław Komorowski przeprosił Rosję za atak na jej ambasadę w czasie Marszu Niepodległości. Nie wiem, czy wypowiedź w Radiu Zet można traktować jako oficjalne państwowe przeprosiny. Ale zapewne po takiej zapowiedzi one nadejdą. I bardzo dobrze, nie mam problemu z przepraszaniem – ani za swoje błędy, ani za błędy tych, za których odpowiadam lub czuję, że powinnam odpowiadać. Godnościowe zadęcia wobec Rosji wynikające z kompleksu niższości są mi również obce. Ale chciałabym aby równie szybko i stanowczo Prezydent Polski zareagował na uwięzienie przez Rosjan aktywistów Greenpeace i potraktowanie ich tak, jak my traktujemy kiboli, żeby się o nich upomniał wzywając władze Rosji do wypuszczenia ich z więzienia, żeby zatroszczył się, razem z obrońcami praw człowieka w Rosji i Europie, o los Nadieżdy Tołkonninkowej z Pussy Riot, uwięzionej w łagrze i zaginionej kilkanaście dni temu, aby wyraził swoją troskę i oburzenie, kiedy Rosja zakazywała „propagandy homoseksualnej”.

 

Uważam, że palenie czegokolwiek i napadania na kogokolwiek to wyraz barbarzyństwa i zdziczenia. Ale i też protesty pod ambasadami Rosji odbywają się wszędzie – i słusznie, bo to antydemokratyczny reżim, który łamie prawa człowieka, prześladuje opozycjonistów i mniejszości, w tym seksualne.

Swoją drogą jeżeli wieść o wypadkach 11 listopada pod ambasadą popłynęła w świat, do ludzi, którzy nie znają skomplikowanej historii polsko-rosyjskich stosunków, są oni gotowi pomyśleć, że budka strażnicza zapłonęła np. w proteście przeciw łamaniu praw osób homoseksualnych w Rosji. I bardzo dobrze, ot taki PR-owy chichot –o tym, jak zostanie zinterpretowany protest, może pomyśleć zawczasu ktoś, kto ma zwyczaj myśleć. Wandal niszczy dla zniszczenia, nie sądzę, żeby poza tym kierowały nim jeszcze jakieś motywy – on może mieć pretekst, nie motyw.

Za bandycki napad na squot, spalenie tęczy, budki wartowniczej i wszystkie inne chamskie wybryki łącznie z antysemickimi hasłami, które pojawiły się w czasie marszu, winni są jego organizatorzy, którzy postanowili sami pilnować porządku – tym samym wzięli na siebie pełną odpowiedzialność. I powinni choćby przeprosić, do czego próbował w dzisiejszym Poranku Radia RDC namówić Roberta Winnickiego Grzegorz Chlasta i z czym ten pierwszy ma wyraźny problem – dlaczego tak trudno przechodzi przez gardło to proste słowo? Wobec warszawiaków, którzy musieli się tego dnia bać zdziczałej kibolskiej watachy pod biało-czerwonymi sztandarami, wobec tych, którzy teraz wtykają kwiaty w spaloną tęczę, wobec naszych kieszeni, z których musimy pokryć szkody, bo zanim miasto odzyska te pieniądze od organizatorów marszu, minie kilka lat pewnie – mam nadzieję, że za to z odsetkami co do grosza.

Świetnie się zachowała Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiadając, że tęcza będzie odbudowana (w ogóle akcja referendalna dobrze Pani Prezydent zrobiła) – nie wolno ulegać terrorystom.

A instalacja „Tęcza” urosła teraz chyba do symbolu walki cywilizacyjnej, walki mrocznej siły ze zmianami kulturowymi, obyczajowymi, cywilizacyjnymi, które nieodwołalnie w Polsce zachodzą. Myślę, że Julita Wójcik powinna być szczęśliwa – któremu artyście w Polsce udało się to osiągnąć?

Swoją drogą słyszałam, że tym razem „Tęcza” miała być z niepalnego materiału…

Na Facebooku mobilizacja do usuwania profili narodowców, w mediach wezwania, żeby z narodowcami nie rozmawiać – pierwsza akacja to miecz obosieczny, druga to wyraz bezradności. FB nie ma rozumu i zaraz będzie usuwał profile lewicowe, feministyczne, LGBT na zmasowane żądania tamtej strony, a media nie są od udawania, że rzeczywistość nie istnieje. Media mają święty obowiązek rozmawiać o wszystkim i próbować zrozumieć mechanizmy wydarzeń oraz tłumaczyć je swoim odbiorcom. Podobnie jak Jacek Żakowski w wywiadzie dla Dzienniku Opinii uważam, że kryzysu społecznego cenzurą się nie rozwiąże.

Gdzieś jest przyczyna frustracji i wściekłości, ktoś tych młodych ludzi palących tęczę i wyrywających drzewka zostawił samym sobie w jakiś zapomnianych przez wszystkich dziurach. Zamiast pałać teraz świętym oburzeniem i udawać, że ich nie ma eliminując ich z mediów – tradycyjnych i społecznościowych – zastanówmy się, jaką mamy propozycję konstruktywną.

I dobrze by było, żebyśmy my dziennikarze pamiętali w każdej minucie swojej zawodowej aktywności, że świat prawdziwy to nie jest ten, który widać w ekranie telewizora czy słychać z radiowego głośnika, ani ten opisany w gazecie czy streszczony do kilku tysięcy znaków na internetowych portalach. Świat prawdziwy jest poza, czego boleśnie doświadczył młody reporter TV Republika stając się nieświadomym kabaretowym hitem internetu. Można się nieodwracalnie zapędzić w ślepy zaułek wierząc bezgranicznie w moc sprawczą mediów.

ewawanat.natemat.pl

Eliza Michalik – Jeszcze o wolności i cenzurze

Zaskoczyła mnie reakcja niektórych dziennikarzy na moją deklarację, że nie będę zapraszać do studia faszystów. Kilka argumentów przeciw było na tyle kuriozalnych, a równocześnie tak często powtarzanych i zakorzenionych w umysłowości i mentalności ludzi kształtujących debatę publiczną, że warto się nad nimi krótko pochylić.

 

Nad konstatacją jednego z dziennikarzy, że jeśli przestanie zapraszać faszystów i nacjonalistów, to zostanie sam, bez gości, przejdę do porządku dziennego, bo jest to wyraz słabego warsztatu dziennikarskiego i błędnego (choć nagminnego w polskich mediach) pojmowania obiektywizmu jako nawalanki w której naprzeciw siebie siedzą gladiatorzy, zamiast argumentów operujący epitetami. Jest to oczywiście typowe chodzenie na skróty w miejsce zadania sobie trudu, znalezienia błyskotliwych i mądrych ekspertów i analityków. Rozumiem, że moje uderzenie w ten patent na prowadzenie programów publicystycznych, w tę haniebną dziennikarską praktykę zabolało, stąd odzew nożyc wybrzmiał dość głośno.

Zaniepokoiły mnie jednak głosy, skądinąd doświadczonych publicystów, których szanuję, że „nie zapraszanie faszystów do studia to cenzura” oraz, drugi najczęściej powtarzany slogan: „nie rozwiążemy problemu, udając, że go nie ma”.

Bo, pomijając fakt, że my, publicyści i dziennikarze, nie jesteśmy od rozwiązywania problemów społecznych (od tego są politycy), tylko od mówienia o nich, pobudzania do debaty i refleksji, pokazywania możliwie różnych punktów widzenia w patrzeniu na daną sytuację, tak aby ludzie sami mogli wyrobić sobie zdanie, to:

Cenzura, drodzy państwo to zabronienie komuś, głoszenia jego poglądów, przekonań, mówienia o nich i pokazywania ich w przestrzeni publicznej (a tego nie chcę i nie mogę robić). Takiej cenzurze podlegają dziś w Polsce na przykład poglądy antykatolickie.

Nie ma mowy o cenzurze, kiedy narodowcy i nacjonaliści, a także faszyści mogą głosić publicznie swoje przekonania, mogą je demonstrować, jak widać również używając siły, mogą o nich mówić w licznych mediach i publikować w licznych prawicowych – i nie tylko – gazetach.

Do telewizji Trwam nie są zapraszani działacze lewicowi – czy także uważamy, że poglądy lewicowe podlegają w Polsce cenzurze? Czy ktoś podniósł z tego powodu larum?

Zgodzimy się chyba, że taki pogląd byłby śmieszny i niczym nieuzasadniony.
Nie jest cenzurą ustanowienie własnych granic, a moją granicą jest krzywdzenie innych ludzi (bicie ich, poniżenie, niszczenie ich mienia, wyzwiska) i mam prawo – właśnie w ramach mojej wolności – z takimi ludźmi nie rozmawiać i nie zadawać się, ani prywatnie, ani w przestrzeni publicznej.

Czy zamierzam tym samym „udawać, że takie poglądy nie istnieją”? Skąd! Po prostu nie mam ochoty przykłada dać ręki do ich rozpowszechniania i gloryfikowania. Czy do zrelacjonowania i rzetelnego omówienia zjawiska gwałtów, konieczne jest zaproszenie do studia gwałciciela, opowiadającego z lubością jak gwałcił kobietę i tłumaczącego, że baby noszące miniówki to element któremu trzeba dać nauczkę i że właściwie ten gwałt był prowokacją tej suki?

Na marginesie rozmów o cenzurze: przypominam, że artykuł 13 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej zakazuje istnienia partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa. Tak więc, gdyby ktoś, na przykład parlament, chciał faszystów ocenzurować, jak najbardziej mógłby to uczynić zgodnie prawem.

elizamichalik.natemat.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>