Tuskowa

Cenckiewicz książką Małgorzaty Tusk bije w premiera. Po co „Donkowi” autobiografia żony?

„Co ukrywa Małgorzata Tusk?” – pyta w „Do Rzeczy” historyk Sławomir Cenckiewicz. I chociaż jego tekst jest o książce żony szefa polskiego rządu, w tle ciągle pojawia się postać premiera. Dodajmy – w niezbyt pozytywnym kontekście. Czy publikacja małżonki Tuska może zatem uderzyć w niego rykoszetem? – Nie, Tuskowi potrzebne są intymne wyznania i dlatego właśnie podjęto decyzję o wypuszczeniu książki – odpowiada w rozmowie z naTemat dr Wojciech Jabłoński, specjalista ds. marketingu politycznego. I sugeruje, że za Małgorzatę Tusk książkę napisał ktoś inny.

Czy autobiografia Małgorzaty Tusk jest zagrożeniem dla wizerunkuDonalda Tuska? Publikacja „Do Rzeczy” podpowiada, że może być pretekstem do pogrzebania w jego życiorysie.

Dr Wojciech Jabłoński: Nie, ryzyka nie ma tu żadnego, a jest perspektywa wielkich korzyści. Ta okładka i tekst w tygodniku to tylko dowody na to, że książka Tuskowej gwarantuje premierowi rozgłos, którego on dziś tak bardzo potrzebuje. W języku komunikacji politycznej tego rodzaju publikacje zaliczają się do „sfery miękkiej”. Tusk ponosi porażki w „sferze twardej”, czyli w polityce, dlatego właśnie doskonale może to nadrobić w sferze „soft”.

Książka Małgorzaty Tusk to konsekwencja kryzysu PO?

Jestem o tym przekonany. Na wizerunek Tuska konsekwentnie pracuje córka, a do niedawna pracował także syn. Teraz Tuskowi potrzebne są z kolei wyznania o charakterze intymnym, dlatego podjęto decyzję o wypuszczeniu książki żony. Wszystko po to, by wyborcy po raz kolejny zobaczyli w premierze zwykłego człowieka. W obliczu kryzysu wszystkie ręce, a więc także najbliższej rodziny, na pokład!

Czyli to nie żona Tuska wpadła na pomysł napisania autobiografii?

Więcej, jest duże prawdopodobieństwo, że napisał ją ghost writer. Ona nigdy wcześniej na rynku książkowym nie debiutowała, nawet w publicystyce się nie udzielała, więc to nasuwa podejrzenie, że ktoś inny stoi za tą publikacją. Żeby było jasne – to nie jest zarzut, bo po to są „autorzy widmo”, by to wypadło na tyle profesjonalnie i spontanicznie, że nikt się nie zorientuje. A w przypadku żony premiera dyskusji na ten temat nikt wcześniej nie podjął, więc akcja się powiodła.

Małgorzata Tusk była tylko narzędziem?

Oczywiście musiała wyrazić ostateczną zgodę. Jednak już wcześniej przyzwyczaiła nas do tego, że jest raczej tylko osobą towarzyszącą premiera, więc w tym wypadku na pewno podobnie nie była ważną figurą. O strategii myślał ktoś inny,

Do tej pory PR-owcy Tuska nie wykorzystywali za bardzo jego żony. Dlaczego?

Pewnie dlatego, że sama nigdy się do mediów nie garnęła i trudno ją uznać za osobę medialną. Włączenie jej w obieg komunikacji politycznej mogło nastąpić tylko za pomocą tak bezpiecznego narzędzia, jakim jest książka. To przejaw dojrzałości myślenia o wizerunku, bo ona występuje w tej książce, ale nie na forach, gdzie sobie nie radzi. PR-owcy wybrali doskonały kanał komunikacyjny – taki, w jakim żonę premiera najlepiej można sprzedać.

Mówił pan, że jej autobiografia nie jest zagrożeniem dla Tuska. A kiedy mogła by nim być?

Zagrożenie mogłoby się pojawić, gdyby inna kobieta napisała książkę, z której dowiedzielibyśmy się o erotycznym życiu premiera sprzed lat. To mogłoby być takie polskie „bunga bunga”. W przypadku publikacji autorstwa członków rodziny jest tak, że one rozbrajają ewentualne sytuacje kryzysowe. To znaczy, że gdyby padł jakiś cień podejrzeń na Tuska, to on mógłby powiedzieć: „przeczytajcie książkę, tam wszystko jest”. A co jest? Ano że premier to człowiek z trudną osobowością, że być może gdzieś tam w przeszłości miał romans, ale generalnie warto go wybrać. Małgorzata Tusk pisze o tym wprost, dlatego jest to doskonałe uderzenie wyprzedzające.

Danuta Wałęsa i Malgorzata Tusk. Widzi pan podobieństwa?

Na pewno książka Wałęsowej była jedną z inspiracji dla żony Tuska. W przypadku Lecha Wałęsy jest tak, że on 20 lat po ustąpieniu z prezydentury chętnie występuje w sferze publicznej, ale problem pojawia się wtedy, gdy coś chce powiedzieć. Ktoś wpadł na świetny pomysł, by wyciągnąć Danutę jako rekwizyt i pokazać Lecha w innym świetle. Wniosek z jej książki jest taki, że Wałęsa tak bohatersko walczył o Polskę, że nawet nie miał czasu dla rodziny. Publikacja Małgorzaty Tuska ma podobną funkcję.

To może rodzina pójdzie za ciosem i niedługo przeczytamy np. książkę Kasi Tusk?

Wątpię. Kasia Tusk ma wyznaczoną stałą rolę na skraju tej sfery „soft”. Ona ma być takim łącznikiem premiera z młodym pokoleniem i funkcjonuje raczej w nowych mediach. Zresztą, ta inna rola jest już zajęta przez jej matkę.

CZYTAJ TAKŻE:

naTemat.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>